Medme sklep

Medme sklep
Najzdrowsze miejsce w Internecie!

O mnie

Życie pozakuchenne

Życie pozakuchenne
Moja debiutancka powieść "Skazani", pierwszy tom trylogii "Przed Czasem". Gorąco zachęcam do zakupu i podzielenia się wrażeniami po lekturze :) Oto moje życie pozakuchenne.

Tutaj też działam

Tutaj też działam
Zapraszam również na współprowadzonego z partnerem życiowym bloga z recenzjami filmów, książek, gier, seriali i wielu innych ;)

Należę do społeczności

Durszlak.pl
rondel
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów
zBLOGowani.pl
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Foodki - fotografie potraw i zdjęcia kulinarne
FlyB - Kulinaria
Przepisy.pl

Łódzkie bloguje

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęśliwe garnki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczęśliwe garnki. Pokaż wszystkie posty
sobota, 27 lutego 2016
Do lata droga jeszcze daleka, jakkolwiek zima tego roku płata nam figle, raz udając jesień, a innym razem wiosnę. Nie zmienia to jednak faktu, że w moje ręce trafiła kolejna odsłona cyklu Beaty Pawlikowskiej „Szczęśliwe garnki. Kulinarna książka z przepisami na lato”, wzmagając tęsknotę nie tyle za ciepłem i słońcem, bowiem jestem istotą raczej „chłodolubną”, a urodzajem owoców i warzyw. Ta tęsknota okazała się jednak wyłącznie chwilowa, bowiem w tym tytule nie poczułam ducha wskazanej pory roku.

Okładka oczywiście wskazywała na coś innego. Dawała mi do zrozumienia swoją intensywną czerwienią, że wnętrze pozycji pysznić się będzie rumianymi owocami i pełną paletą warzywnych barw. Oczami wyobraźni widziałam przepisy na koktajle, wariacje na temat arbuza, pomidory w różnych wersjach. Tymczasem niemal wszystkie z trzydziestu czterech receptur opierają się na składnikach dostępnych przez okrągły rok.

Tak jak w przypadku poprzednich tytułów z serii, przepisy pozbawione są mięsa i wymyślone w zgodzie z kuchnią pięciu przemian. I tak jak poprzednio, co nieco mnie dziwi, w dużej mierze składają się z mieszanek kasz, ryżu czy fasoli z dodatkami i to niekoniecznie sezonowymi. Jasne, znalazł się tutaj jeden z wymarzonych przeze mnie przepisów (na koktajl), ale pozostałe do cna mnie rozczarowały. Kasza gryczana z fasolką i orzechami, pęczak z papryką i sezamem czy ziemniaki z soczewicą, brokułami i orzechami to niekoniecznie to, co kojarzy mi się z lekkością lata.

Oczywiście grupą docelową „Szczęśliwych garnków. Kulinarnej książki z przepisami na lato” są wyjątkowo restrykcyjni weganie oraz wegetarianie i wielbiciele prostych posiłków. Dodatkowym atutem są oczywiście wskazówki zgodne z kuchnią pięciu przemian, a także – od strony technologicznej – gotowe do zeskanowania zdjęcia, kryjące w sobie dodatkowe materiały, co jest standardem dla tego cyklu. Niezależnie od tych bonusów, ta odsłona serii pozostaje najmniej interesująca.

Recenzja publikowana również na:

poniedziałek, 1 lutego 2016
Przyszła kryska na Matyska, jak to się mówi. Jeszcze miesiąc temu pisałam, że nie jestem docelowym odbiorcą kulinarnych książek Beaty Pawlikowskiej, która żyje w zgodzie z kuchnią pięciu przemian i stara się spożywać produkty maksymalnie nieprzetworzone, a dzisiaj znajduje się już znacznie bliżej jej filozofii. Co prawda daleko mi do wegetarianizmu, czy weganizmu, ale zaczynam zastanawiać się nad tym, co jem; nad łączeniem węglowodanów, tłuszczy i białek; nad kaloriami i ładunkiem zdrowia w kolejnych posiłkach. Wnet okazało się, że seria „Szczęśliwe garnki” to jedne z nielicznych książek o rozsądnym odżywianiu, jakie mam w domu.

Odsłona wiosennych przepisów, jak można się spodziewać, pyszni się soczystą zielenią okładki. Jest żywa i ciepła, jak pierwsze źdźbła trawy, gdy robi się ciepło. Z obwoluty uśmiecha się do odbiorcy młody groszek, świeży chleb i gros warzyw w kolorze takim, jak sama okładka oraz autorka – niezmiennie na jednej z zagranicznych, czystych plaż. Wyczuwalna świeżość w warstwie wizualnej sprawia, że chciałoby się schrupać tę niewielką książeczkę.

„Szczęśliwe garnki. Kulinarna książka z przepisami na wiosnę” zawiera trzydzieści cztery przepisy, tak jak w przypadku poprzednich tytułów z serii pozbawione mięsa i w zgodzie z kuchnią pięciu przemian. Zgodnie ze wskazaniem pory roku, wielu z nich nie da się przyrządzić w kresie zimowym (poszukiwanie młodej marchewki, która nie byłaby jakimś chemicznym wytworem, w tym momencie jest skazane na porażkę), ale znalazłam też kilka możliwych do wykonania. O ile zapobiegliwie pomroziliście we właściwym czasie niektóre z warzyw – np. kalafior.

W tym tomie „Szczęśliwych garnków” odkryłam jednak coś, co umknęło mi wcześniej, a mianowicie – kosztowność niektórych dodatków, czy też komplikacje w ich poszukiwaniu. Wiedzieliście, że istnieje olej z dzikiej róży? Ja nie miałam pojęcia. Z kolei koszt orzechów pecan o mało nie zwalił mnie z nóg. Jeżeli generalnie funkcjonujecie jako wegetarianie czy weganie, to zainwestowanie w tego typu drobiazgi nie powinno być dla Was wyzwaniem – brak kosztów mięsa – jednak, jeżeli żyjecie za najniższą krajową, daleko Wam do jarskiej diety i chcielibyście po prostu to i owo przetestować, to z niektórymi przepisami może być problem. Ale tylko z niektórymi. Większość sprawi, że Wasz portfel odetchnie z ulgą. Zwłaszcza w sezonie, gdy koszt młodej, zdrowej, nie chemicznej cukinii będzie znikomy, a nie jak teraz (niedobrej, wodnistej i sztucznej) stosunkowo wysoki.

A więc, które przepisy z proponowanych przez Pawlikowską szczególnie przypadły mi do gustu? Z pewnością pasta z bobu z awokado i kolendrą (akurat przeżywam fazę robienia past) oraz wszelkiego rodzaju propozycje przyrządzania kasz – kasza jaglana z cukinią, kasza jaglana z zielonym groszkiem, kasza quinoa z cukinią i kolendrą, kasza quinoa z zielonym groszkiem i bazylią. Z pewnością wypróbuję też chleby – jaglany z amarantusem, migdałami i śliwkami oraz żytnio-jaglany ze słonecznikiem.

Dla ludzi, którzy tak, jak ja padli ofiarą własnych postanowień, przepisy Beaty Pawlikowskiej mogą stanowić swego rodzaju novum i wskazówkę na nowej drodze życia. Pewnie nie wszystkie, ale wiele z nich inspiruje i zachęca do wypróbowania. Wegetarianie i weganie szoku jednak nie przeżyją. Jestem przekonana, że kolejne z propozycji autorki należą do ich stałych menu. „Szczęśliwe garnki. Kulinarna książka z przepisami na wiosnę” są jednak tak pięknie i uroczo wydane, że nawet ci, których nie zainspiruje ta pozycja kulinarnie, z nieskrywaną przyjemnością postawią ją na swojej półce. 

Recenzja publikowana również na:


środa, 6 stycznia 2016
Jesień to czas, w którym dzieją się w moim smakowym życiu dwie rzeczy. Po pierwsze – jem więcej, bo lubię jak ciepło rozchodzi się z żołądka po wyziębionym, jeszcze nieprzyzwyczajonym do ochłodzenia (chociaż nie w tym roku), ciele. Po drugie – częściej gotuję zupy i dania jednogarnkowe, za którymi w innym okresie nieszczególnie przepadam. Kiedy sięgałam po jesienne przepisy z kuchni Beaty Pawlikowskiej liczyłam więc na ciekawe, zdrowe i warzywne propozycje z tych właśnie kręgów.

I nie przeliczyłam się. W zgodzie z wyznawaną filozofią autorka proponuje czytelnikom wykorzystanie produktów sezonowych, najlepiej z ekologicznych upraw. Na dodatek w zgodzie z kuchnią pięciu przemian. Tak, jak w zbiorze przepisów świątecznych i tutaj książeczkę wzbogacono o technologię TAP2C, która odsyła czytelnika do kuchni samej autorki.

A co się zmieniło? Ilość przepisów jest mniejsza, chociaż niewiele, bo liczy sobie trzydzieści dwa zamiast trzydziestu czterech smakowitych receptur, a okładka szczerzy się złoto i pomarańczowo. Pawlikowska pozostaje uśmiechnięta na tej samej, co wcześniej plaży. Wizualnie to jeden z tych tytułów, który na pewno rzuci się Wam w oczy w księgarni.

Same przepisy opierają się w dużej mierze na kaszach i warzywach. Jakby autorka czytała mi w myślach, znaczna ich część to dania jednogarnkowe, gęste i sycące. Kuszą kolorowymi fotografiami i w ogóle różnobarwnością składników. Jest pierwsza w nocy, kiedy to piszę. Nie jadłam ani obiadu, ani kolacji, a teraz jest już raczej za późno, więc mam wrażenie, że stronice tej odsłony „Szczęśliwych garnków” droczą się ze mną złośliwie.

Gdybym się jednak uparła, mogłabym przygotować posiłek w zaledwie kilka minut. Chociaż bowiem propozycje dań wydają się złożone – wiele kolorów, kształtów, warzyw – to w rzeczywistości tylko wyglądają na pracochłonne. Ktoś, kto ma wprawę w siekaniu jarzyn z pewnością byłby w stanie zaskoczyć nawet teściową, która postanowiłaby poinformować o swojej wizycie na dziesięć minut przed zapukaniem do drzwi.

Tym razem Pawlikowska nie zaproponowała żadnych zdrowych słodyczy, ale jestem jej to w stanie wybaczyć, dzięki przepisowi na zupę z kabaczka, dynię z pomarańczami i dzikim ryżem czy pięknie układające się podczas samej już wymowy danie: garnek jesiennej radości.

Tak jak poprzednio zastanawiałam się, czy wyznawcy podobnej filozofii jedzenia nie poczują się trochę oszukani małą oryginalnością przepisów, tak w przypadku jesiennych propozycji nie mam podobnych wątpliwości. Wydaje mi się nawet, że są bardziej wymyślne i finezyjne, niż te, które autorka proponowała na uroczystości świąteczne. Niezależnie jednak od wszystkiego, zwłaszcza, że w tym roku jesień coś się przeciąga, zamierzam wypróbować znaczną część przepisów Pawlikowskiej. Za niecałe 20 złotych i Wy możecie dołączyć do tej misji.

Publikowano również na:

Posmakowało już:

Akcja!

Lookam

Zbieram na jedzenie

Śledź