Medme sklep

Medme sklep
Najzdrowsze miejsce w Internecie!

O mnie

Życie pozakuchenne

Życie pozakuchenne
Moja debiutancka powieść "Skazani", pierwszy tom trylogii "Przed Czasem". Gorąco zachęcam do zakupu i podzielenia się wrażeniami po lekturze :) Oto moje życie pozakuchenne.

Tutaj też działam

Tutaj też działam
Zapraszam również na współprowadzonego z partnerem życiowym bloga z recenzjami filmów, książek, gier, seriali i wielu innych ;)

Należę do społeczności

Durszlak.pl
rondel
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów
zBLOGowani.pl
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Foodki - fotografie potraw i zdjęcia kulinarne
FlyB - Kulinaria
Przepisy.pl

Łódzkie bloguje

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki kucharskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki kucharskie. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 5 czerwca 2014
Dzisiaj przepis mistrza Gordona, do którego jak wiecie powracam, co czas jakiś. Superszybki, superłatwy i supersmaczny deser - ot, cała prawda o tym daniu. Z pewnością zachwyci niejedno podniebienie. Słodycz karmelu, odrobina kwasowości owoców, sycąca ricotta... Czegóż więcej chcieć od życia?

ZAPIEKANA RICOTTA Z KARMELIZOWANYMI BRZOSKWINIAMI


Składniki:
- 500 gram ricotty
- 4 brzoskwinie świeże (ja użyłam z syropu takie)
- 25 gram masła
- 85 gram cukru pudru
- 2 jajka
- 1 cytryna
- 3-4 łyżki drobnego cukru

Przygotowanie:
W dużej misce łączymy: ricottę, jaja, skórkę z cytryny oraz cukier puder. Kokilki smarujemy masłem i obsypujemy cukrem pudrem. Umieszczamy w nich masę ricottową. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni przez około 15-20 minut.
Brzoskwinie myjemy i kroimy na kliny. Można też je obrać, ale nie jest to konieczne. Obtaczamy je w drobnym cukrze i smażymy na maśle aż się skarmelizują. Dodajemy sok z cytryny i potrząsamy patelnią, żeby owoce odeszły od dna.
Ricottę wykładamy na talerzyki. Dokoła niej układamy brzoskwinie, całość polewamy karmelem. Voila! 


Smacznego i do napisania wkrótce! ;)
sobota, 24 maja 2014
Trzeba odkrywać nowe możliwości, które oferuje świat - nowe kuchnie, nowe przepisy, nowe połączenia smakowe. Niedawno zaczęłam odkrywać Indie. Podobno te pierożki można kupić tam na każdym rogu. Przyznam szczerze, że są przepyszne!

SAMOSA


Składniki na ciasto:
- 500 gram mąki
- 25 gram ghee (zastąpiłam masłem klarowanym)
- 4 łyżki jogurtu
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka soli

Przygotowanie ciasta:
Mąkę łączymy z proszkiem do pieczenia i solą. Dodajemy roztopione, przestudzone masło (ghee) oraz jogurt. Wyrabiamy gładkie ciasto, z którego formujemy kulki o średnicy około 2 centymetrów. Podsypujemy powierzchnie mąką i wałkujemy kulki na placki o średnicy około 15 centymetrów, przecinamy go na pół. 

Składniki na nadzienie:
- 500 gram mielonego mięsa
- 250 gram zielonego groszku (najlepiej świeżego)
- 25 gram ghee (zastąpiłam masłem klarowanym)
- 2 cebule
- 2 ząbki czosnku
- 2 łyżeczki kolendry
- 1 łyżeczka sproszkowanego imbiru
- 1/2 łyżeczki chilli
- 1 łyżeczka garam masala
- sól
- olej

Przygotowanie nadzienia:
Cebulę i czosnek obieramy, drobno siekamy i rumienimy na złoty kolor na maśle (ghee). Dodajemy mięso mielone i zielony groszek, wsypujemy kolendrę, imbir, chilli i garam masala. Mieszamy i smażymy przez 5 minut. Solimy, podlewamy odrobiną wody i dusimy przez kolejne 5 minut. Zestawiamy z ognia i studzimy.
Nadzienie wykładamy łyżeczką na ciasto. Brzegi ciasta zwilżamy wodą, ciasto składamy na pół i zlepiamy, formując pierożki. Smażymy na rozgrzanym oleju, z obu stron, na złoty kolor. Osączamy na papierowym ręczniku. Podajemy z chutneyem albo bez ;)


Oryginalny przepis pochodzi z książki: "Encyklopedia sztuki kulinarnej. Kuchnia indyjska." Marka Łebkowskiego

Smacznego i do napisania wkrótce! ;)
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Postanowiłam uruchomić dział recenzji. Od teraz dzielić się będę z Wami przemyśleniami na temat zakupionych bądź wypożyczonych książek. Mam nadzieję, że będziecie śledzić te wpisy uważnie. Dzisiaj książka, która wzbudziła we mnie szczególnie intensywne emocje.

"ZŁOTA KUCHNIA POLSKA" ELŻBIETY ADAMSKIEJ


        Przechadzam się między regałami księgarni, palcem wodzę po identycznych okładkach. Wszystkie utrzymane są w nowoczesnym stylu – ascetyczne, w barwach podstawowych, wykorzystujące zdobycze kubistów i pop-artu. I wtedy w ręce wpada mi „Złota kuchnia polska”. Wabi intensywnie kobaltową okładką, wymyślnymi literami i złoconymi stronami. Kupuję bez przeglądania, bo w Polsce o polskiej kuchni bzdury przeczytać jest trudno, a i konkurencja na tego typu rynku wydawniczym spora, więc kto by kiepską pozycję nań wypuścił? W domu siadam wygodnie na kanapie, na stoliku obok stawiam poziomkową herbatkę i na nogach złożonych po turecku rozkładam księgarnianą zdobycz. Pojawia się niedowierzanie, zaskoczenie i irytacja.
Książka Elżbiety Adamskiej jest piękna. Zarówno na zewnątrz, jak i w środku. Czytelne czcionki, ładne zdjęcia, dobry gatunek papieru. Na półce prezentuje się fantastycznie. Tyle dobrego, bo raczej nigdy owej półki nie opuści. A dlaczego? A dlatego, że autorka o kuchni polskiej nic nie wie, albo udaje, że tak jest. Przepisy na niepolskie dania mogą być świetne, ale przecież dla rodzimych dań kupiłam tę książkę.
       Weźmy na przykład dział: masła smakowe. Wybrałam go celowo, bo zawiera jedynie siedem pozycji i doskonale obrazuje resztę problemów książki. Elżbieta Adamska proponuje masła: z orzeszków arachidowych, łososiowe, roquefort, martini, grzybowe, czosnkowe, ziołowe. Pierwszy raz słyszę o polskich orzeszkach arachidowych albo roqueforcie, mamy za to przecież mnóstwo innych składników, które można by uznać za znamienne dla Polski. Takie masło z prażoną cebulką albo ze szczypiorkiem tudzież z lubczykiem. A może brzmiało to wszystko dla autorki zbyt prosto? Zawsze to lepiej rzucić roquefortem niż cebulą. Brzmi przecież bardziej dystyngowanie. Wydawca zadowolony, a i po francusku pogruchać przy gościach na kolacji można. 
       Kuchnia polska według Elżbiety Adamskiej to także mozzarela, feta, fondue, gazpacho, krem z awokado, ravioli, rosyjska okroszka, beszamel, sałatka grecka, gnocchi, pilaw, krewetki, kofta, musaka i wiele, wiele innych. Nie ma za to, na przykład, krokietów, które w Polsce niezwykle się przyjęły. Może nie starczyło miejsca, gdy zdecydowała się umieścić w deserach: wodę, kawę i herbatę. 
       Jest mi przykro i czuję się oszukana. Nie tylko przez autorkę książki, ale przede wszystkim przez wydawnictwo Olesiejuk, które zdecydowało się ją wydać. Owinięcie kiepskiego produktu w ładny papierek nie sprawia, że staje się on wartościowy. Wciąż jest to kiepski produkt, tylko ładnie zapakowany. Mamy w Polsce tylu zdolnych kucharzy, zarówno amatorów jak i profesjonalistów, którzy fascynują się polską kuchnią, szkoda że im nie daje się takich ładnych okładek. 
       A może wystarczyło zmienić tytuł?


Do napisania wkrótce! ;)

Posmakowało już:

Akcja!

Lookam

Zbieram na jedzenie

Śledź