Medme sklep

Medme sklep
Najzdrowsze miejsce w Internecie!

O mnie

Życie pozakuchenne

Życie pozakuchenne
Moja debiutancka powieść "Skazani", pierwszy tom trylogii "Przed Czasem". Gorąco zachęcam do zakupu i podzielenia się wrażeniami po lekturze :) Oto moje życie pozakuchenne.

Tutaj też działam

Tutaj też działam
Zapraszam również na współprowadzonego z partnerem życiowym bloga z recenzjami filmów, książek, gier, seriali i wielu innych ;)

Należę do społeczności

Durszlak.pl
rondel
Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów
zBLOGowani.pl
Odszukaj.com - przepisy kulinarne
Foodki - fotografie potraw i zdjęcia kulinarne
FlyB - Kulinaria
Przepisy.pl

Łódzkie bloguje

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą weganie. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 stycznia 2016
Jesień to czas, w którym dzieją się w moim smakowym życiu dwie rzeczy. Po pierwsze – jem więcej, bo lubię jak ciepło rozchodzi się z żołądka po wyziębionym, jeszcze nieprzyzwyczajonym do ochłodzenia (chociaż nie w tym roku), ciele. Po drugie – częściej gotuję zupy i dania jednogarnkowe, za którymi w innym okresie nieszczególnie przepadam. Kiedy sięgałam po jesienne przepisy z kuchni Beaty Pawlikowskiej liczyłam więc na ciekawe, zdrowe i warzywne propozycje z tych właśnie kręgów.

I nie przeliczyłam się. W zgodzie z wyznawaną filozofią autorka proponuje czytelnikom wykorzystanie produktów sezonowych, najlepiej z ekologicznych upraw. Na dodatek w zgodzie z kuchnią pięciu przemian. Tak, jak w zbiorze przepisów świątecznych i tutaj książeczkę wzbogacono o technologię TAP2C, która odsyła czytelnika do kuchni samej autorki.

A co się zmieniło? Ilość przepisów jest mniejsza, chociaż niewiele, bo liczy sobie trzydzieści dwa zamiast trzydziestu czterech smakowitych receptur, a okładka szczerzy się złoto i pomarańczowo. Pawlikowska pozostaje uśmiechnięta na tej samej, co wcześniej plaży. Wizualnie to jeden z tych tytułów, który na pewno rzuci się Wam w oczy w księgarni.

Same przepisy opierają się w dużej mierze na kaszach i warzywach. Jakby autorka czytała mi w myślach, znaczna ich część to dania jednogarnkowe, gęste i sycące. Kuszą kolorowymi fotografiami i w ogóle różnobarwnością składników. Jest pierwsza w nocy, kiedy to piszę. Nie jadłam ani obiadu, ani kolacji, a teraz jest już raczej za późno, więc mam wrażenie, że stronice tej odsłony „Szczęśliwych garnków” droczą się ze mną złośliwie.

Gdybym się jednak uparła, mogłabym przygotować posiłek w zaledwie kilka minut. Chociaż bowiem propozycje dań wydają się złożone – wiele kolorów, kształtów, warzyw – to w rzeczywistości tylko wyglądają na pracochłonne. Ktoś, kto ma wprawę w siekaniu jarzyn z pewnością byłby w stanie zaskoczyć nawet teściową, która postanowiłaby poinformować o swojej wizycie na dziesięć minut przed zapukaniem do drzwi.

Tym razem Pawlikowska nie zaproponowała żadnych zdrowych słodyczy, ale jestem jej to w stanie wybaczyć, dzięki przepisowi na zupę z kabaczka, dynię z pomarańczami i dzikim ryżem czy pięknie układające się podczas samej już wymowy danie: garnek jesiennej radości.

Tak jak poprzednio zastanawiałam się, czy wyznawcy podobnej filozofii jedzenia nie poczują się trochę oszukani małą oryginalnością przepisów, tak w przypadku jesiennych propozycji nie mam podobnych wątpliwości. Wydaje mi się nawet, że są bardziej wymyślne i finezyjne, niż te, które autorka proponowała na uroczystości świąteczne. Niezależnie jednak od wszystkiego, zwłaszcza, że w tym roku jesień coś się przeciąga, zamierzam wypróbować znaczną część przepisów Pawlikowskiej. Za niecałe 20 złotych i Wy możecie dołączyć do tej misji.

Publikowano również na:

czwartek, 17 grudnia 2015
Zdecydowanie nie należę do docelowego targetu przepisów Beaty Pawlikowskiej, która wyznaje zasady nie tylko kuchni pięciu przemian, ale rezygnuje również ze wszystkich produktów przetworzonych (o mięsie nie muszę chyba wspominać). To weganka, która z przyrządzania posiłków uczyniła filozofię życia (dla jasności – nie jako pierwsza i pewnie nie jako ostatnia). Po propozycje dań na święta Pawlikowskiej sięgnęłam głównie z ciekawości. Bo o ile bez problemu wyobrażałam sobie podobną dietę na co dzień, to nie miałam absolutnie żadnego pojęcia, jak wygląda w wersji wyjątkowej.

Zbiór przepisów format ma niewielki, nieco więcej niż połowa kartki a4. Okładka jest sztywna i lśniąca w pięknym, zielonym kolorze z czerwonymi dodatkami – iście świątecznie. Nieszablonowo prezentuje się w tym otoczeniu fotografia autorki nad krystalicznie czystą wodą. Wnętrze zbioru jest dopracowane – całe zadrukowane stronice, czytelne instrukcje i fotografie proponowanych posiłków. W kwestii wykonania nie ma po prostu do czego się przyczepić. Zwłaszcza, że treść została także wzbogacona o technologię TAP2C, która odsyła czytelnika do kuchni samej autorki - super!

„Szczęśliwe garnki. Kulinarna książka z przepisami na Święta”, bo tak brzmi pełen tytuł propozycji Pawlikowskiej, zawiera trzydzieści cztery przepisy absolutnie pozbawione nie tylko mięsa, jajek, masła czy majonezu, ale również np. typowej, zwykłej pszennej mąki (zastępuje ją mąka z samopszy, starej odmiany pszenicy, uprawianej w Polsce wyłącznie na ekologicznych plantacjach). Chodzi nie tylko o to, żeby było wegańsko, ale również o to, by było zdrowo. Pawlikowska wykorzystuje więc w swoich przepisach najprostsze, najbardziej „pierwotne” składniki, starając się by były możliwie wolne od skażenia współczesnego świata.

Zgodnie z zapowiedzią na początku książki proponowane przez autorkę dania nie są skomplikowane. Zazwyczaj składają się jedynie z kilku składników i garści niewymyślnych przypraw. Wbrew moim obawom nie są to propozycje, na których przygotowanie należałoby wydać majątek. Gdyby ktoś chciał spróbować przepisów Pawlikowskiej teraz, już i natychmiast, to – może nie w wersji superekologicznej ­– dostałby większość składników w osiedlowym sklepiku.

Najciekawszym dla mnie okazał się fakt, że pomimo ogromnej odległości przekonań, co do filozofii jedzenia między mną a Beatą Pawlikowską, w bardzo podobny sposób przygotowujemy chleby – korzystając z zakwasu, nasion i pozwalając, by miał potrzebny mu czas. Największym zaskoczeniem fakt umieszczenia pośród przepisów jabłka, gdzie przepisem są wskazówki jak się nim delektować w okresie świąt.

Nie sądzę, aby bardzo ascetyczne przepisy autorki skusiły mięsożerną część społeczeństwa i zmusiły ją do zmiany nawyków żywieniowych, niemniej warto spróbować urozmaicić nimi swój standardowy posiłek, czy też – wigilijny stół. Ja w tym roku spróbuję zastąpić typową kapustę, jednym z podobnych przepisów Pawlikowskiej, a kilka innych pomysłów wykorzystam w nieświątecznym okresie roku. Ponieważ staram się też ograniczać cukier, gdzie tylko do możliwe, z wielką przyjemnością upiekę wszystkie proponowane przez autorkę zdrowie ciasteczka, na których widok naprawdę leci ślinka.

Mam pewien problem z tą książką. Nieskomplikowane przepisy na gryczane kotlety, soczewicę czy innego rodzaju kaszę, nie będą stanowiły dla wyznawców podobnej filozofii żadnego zaskoczenia (tak mi się przynajmniej wydaje), z kolei jej opozycjonistów – zwłaszcza tych zatwardziałych – niekoniecznie zainteresują. Z drugiej jednak strony, kto zna Beatę Pawlikowską, ten wie, czego należy się spodziewać. Myślę, że książka najlepiej sprawdzi się jako świąteczny prezent dla współpracowników czy kolegów ze szkoły (jeżeli wiemy, że podobne tematy ich interesują) – jest solidnie wydana, niedroga i w pewien sposób inspirująca. A zresztą, przekonajcie się sami. 

Recenzja publikowana również na:

Posmakowało już:

Akcja!

Lookam

Zbieram na jedzenie

Śledź