Drogeria Ewa

O mnie

Moje zdjęcie
Alicja Górska
Założyłam tego bloga z powodu miłości.
Zastawiłam półki kucharskimi książkami, a od wpatrywania w programy kulinarne zaczerwieniły mi się oczy. Katowałam rodzinę i znajomych paplaniną o cudowności sztuki kulinarnej, o nowych przepisach, o smakach i niezwykłych produktach. 
Taką poznacie mnie też Wy. Trochę niepoukładaną, trochę spragnioną czynienia rzeczy wielkich, trochę chaotyczną, wiecznie zabieganą.
Kocham improwizację. Fuzję smaków i zapachów. Czarowanie w kuchni.
Kontakt przez formularz lub na adres e-mailowy: alicja0gorska@gmail.com
Wyświetl mój pełny profil

Życie pozakuchenne

Życie pozakuchenne
Moja debiutancka powieść "Skazani", pierwszy tom trylogii "Przed Czasem". Gorąco zachęcam do zakupu i podzielenia się wrażeniami po lekturze :) Oto moje życie pozakuchenne.

Tutaj też działam

Tutaj też działam
Zapraszam również na współprowadzonego z partnerem życiowym bloga z recenzjami filmów, książek, gier, seriali i wielu innych ;)

Należę do społeczności

Durszlak.pl

Łódzkie bloguje

poniedziałek, 21 grudnia 2015
Co roku obiecuję sobie, że zrobię tradycyjne pierniki, które zmiękną przez miesiąc przed Świętami. Ostatecznie nigdy się to nie udaje i wtedy ratuje mnie przepis na pierniczki alpejskie, które nadają się do jedzenia natychmiast po upieczeniu i przestygnięciu :)
Przepis pochodzi z Manufaktury Ciastek :)

PIERNICZKI ALPEJSKIE


Składniki:
- 1 kilogram mąki
- 8 żółtek
- 3 białka
- 1,5 szklanki cukru
- 3 łyżki kakao
- 200 mililitrów śmietany kwaśnej
- 3 łyżeczki sody
- 4 łyżeczki przyprawy do piernika
- 250 gramów masła
- 400 gramów miodu
- opcjonalnie: marmolada i/lub lukier

Przygotowanie:
Rozpuszczamy masło, miód i przyprawy. Odstawiamy do wystygnięcia. Białka ubijamy na sztywno. Następnie stopniowo dodajemy do nich cukier wciąż ubijając oraz pojedynczo żółtka. W oddzielnej miseczce mieszamy śmietanę z sodą i czekamy aż się spulchni. W kolejnej misce (a najlepiej w robocie) umieszczamy mąkę i kakao. Dodajemy masę miodową i białka. Mieszamy i dodajemy śmietanę. Wyrabiamy ciasto, które wyjdzie dość luźne. Wstawiamy je do lodówki na przynajmniej 24 godziny, by zgęstniało.
Po tym czasie rozwałkowujemy je - po obfitym obsypaniu mąką - i wycinamy pierniczki. Na wycięte ciasto nakładamy nieco marmolady i przykrywamy drugim wyciętym fragmentem. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 8-10 minut do zezłocenia. Po upieczeniu będą miękkie, ale stwardnieją po kilku minutach. Po ostudzeniu można je jeszcze polukrować. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
niedziela, 20 grudnia 2015
Podobne potrawy kojarzą mi się głównie w domem, bo sama ich nie przygotowuje. W ogóle ostatnio dziwnie się czuję, gotując. Odkąd wszystkie moje kuchenne wyczyny przeznaczone są wyłącznie dla mnie (może poza ciastkami, które chętnie rozdaję) i staram się wybierać potrawy, które łatwo odgrzewać przez następne dwa dni, próbuję zupełnie innych smaków i typów dań. 

Gulasz z serc indyczych to jedna z tych potraw, którą albo się kocha albo nienawidzi. Większość ludzi odstręcza jednak wizja zajmowania się podrobami. Tymczasem nie dość, że to bardzo delikatny rodzaj produktu, to jednocześnie stosunkowo tani i szybki w przygotowaniu. Spróbujcie, a nie pożałujecie :)

GULASZ Z SERC INDYCZYCH


Składniki:
- 700 gramów serc indyczych
- 50 mililitrów śmietany kwaśnej 18%
- 1 łyżka mąki
- pół pęczka pietruszki
- 3-4 liście laurowe
- 4-5 ziaren ziela angielskiego
- pieprz
- sól

Przygotowanie:
Serca płuczemy, oczyszczamy z niepożądanych błon i tym podobnych, a następnie kroimy w grubsze plastry i raz jeszcze płuczemy. Gotujemy w ilości wody nieco większej niż przykrywającej serca razem z liściem laurowy i zielem angielskim do miękkości. Jeżeli w trakcie gotowania pojawi się szum - zdejmujemy. Olewamy nieco wywaru do słoika, przestudzamy go nieco, dodajemy do niego mąkę oraz śmietanę i energicznie mieszamy do połączenia. Zdejmujemy garnek z palnika. Dodajemy mieszankę do serc i mieszamy aż całość zgęstnieje i będzie jednolita. Stawiamy na palniku. Doprawiamy gulasz solą i pieprzem. Podajemy z siekaną natką pietruszki. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
czwartek, 17 grudnia 2015
Zdecydowanie nie należę do docelowego targetu przepisów Beaty Pawlikowskiej, która wyznaje zasady nie tylko kuchni pięciu przemian, ale rezygnuje również ze wszystkich produktów przetworzonych (o mięsie nie muszę chyba wspominać). To weganka, która z przyrządzania posiłków uczyniła filozofię życia (dla jasności – nie jako pierwsza i pewnie nie jako ostatnia). Po propozycje dań na święta Pawlikowskiej sięgnęłam głównie z ciekawości. Bo o ile bez problemu wyobrażałam sobie podobną dietę na co dzień, to nie miałam absolutnie żadnego pojęcia, jak wygląda w wersji wyjątkowej.

Zbiór przepisów format ma niewielki, nieco więcej niż połowa kartki a4. Okładka jest sztywna i lśniąca w pięknym, zielonym kolorze z czerwonymi dodatkami – iście świątecznie. Nieszablonowo prezentuje się w tym otoczeniu fotografia autorki nad krystalicznie czystą wodą. Wnętrze zbioru jest dopracowane – całe zadrukowane stronice, czytelne instrukcje i fotografie proponowanych posiłków. W kwestii wykonania nie ma po prostu do czego się przyczepić. Zwłaszcza, że treść została także wzbogacona o technologię TAP2C, która odsyła czytelnika do kuchni samej autorki - super!

„Szczęśliwe garnki. Kulinarna książka z przepisami na Święta”, bo tak brzmi pełen tytuł propozycji Pawlikowskiej, zawiera trzydzieści cztery przepisy absolutnie pozbawione nie tylko mięsa, jajek, masła czy majonezu, ale również np. typowej, zwykłej pszennej mąki (zastępuje ją mąka z samopszy, starej odmiany pszenicy, uprawianej w Polsce wyłącznie na ekologicznych plantacjach). Chodzi nie tylko o to, żeby było wegańsko, ale również o to, by było zdrowo. Pawlikowska wykorzystuje więc w swoich przepisach najprostsze, najbardziej „pierwotne” składniki, starając się by były możliwie wolne od skażenia współczesnego świata.

Zgodnie z zapowiedzią na początku książki proponowane przez autorkę dania nie są skomplikowane. Zazwyczaj składają się jedynie z kilku składników i garści niewymyślnych przypraw. Wbrew moim obawom nie są to propozycje, na których przygotowanie należałoby wydać majątek. Gdyby ktoś chciał spróbować przepisów Pawlikowskiej teraz, już i natychmiast, to – może nie w wersji superekologicznej ­– dostałby większość składników w osiedlowym sklepiku.

Najciekawszym dla mnie okazał się fakt, że pomimo ogromnej odległości przekonań, co do filozofii jedzenia między mną a Beatą Pawlikowską, w bardzo podobny sposób przygotowujemy chleby – korzystając z zakwasu, nasion i pozwalając, by miał potrzebny mu czas. Największym zaskoczeniem fakt umieszczenia pośród przepisów jabłka, gdzie przepisem są wskazówki jak się nim delektować w okresie świąt.

Nie sądzę, aby bardzo ascetyczne przepisy autorki skusiły mięsożerną część społeczeństwa i zmusiły ją do zmiany nawyków żywieniowych, niemniej warto spróbować urozmaicić nimi swój standardowy posiłek, czy też – wigilijny stół. Ja w tym roku spróbuję zastąpić typową kapustę, jednym z podobnych przepisów Pawlikowskiej, a kilka innych pomysłów wykorzystam w nieświątecznym okresie roku. Ponieważ staram się też ograniczać cukier, gdzie tylko do możliwe, z wielką przyjemnością upiekę wszystkie proponowane przez autorkę zdrowie ciasteczka, na których widok naprawdę leci ślinka.

Mam pewien problem z tą książką. Nieskomplikowane przepisy na gryczane kotlety, soczewicę czy innego rodzaju kaszę, nie będą stanowiły dla wyznawców podobnej filozofii żadnego zaskoczenia (tak mi się przynajmniej wydaje), z kolei jej opozycjonistów – zwłaszcza tych zatwardziałych – niekoniecznie zainteresują. Z drugiej jednak strony, kto zna Beatę Pawlikowską, ten wie, czego należy się spodziewać. Myślę, że książka najlepiej sprawdzi się jako świąteczny prezent dla współpracowników czy kolegów ze szkoły (jeżeli wiemy, że podobne tematy ich interesują) – jest solidnie wydana, niedroga i w pewien sposób inspirująca. A zresztą, przekonajcie się sami. 

Recenzja publikowana również na:

poniedziałek, 7 grudnia 2015
Ostatnio bardzo często piekę te ciasteczka, bo są proste w przygotowaniu, smaczne i porównywalnie z innymi słodkościami - zdrowe. Wymagają też zwolnienia, bo najlepiej smakują maczane w kawie lub herbacie. Brzmi jak coś na święta, prawda?

POLSKIE WŁOSKIE CANTUCCINI


Składniki:
- 250 gramów mąki
- 100 gramów (+ 2-3 łyżki) słonecznika
- 100 gramów cukru
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 2-3 jajka
- szczypta soli
- olejek migdałowy

Przygotowanie:
Wszystkie składniki oprócz dodatkowego słonecznika zagniatamy razem. Formujemy wałek o średnicy 3-4 centymetrów, obtaczamy go w dodatkowym słoneczniku i przekładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia, a następnie wstawiamy ją do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 30 minut. Po upływie tego czasu przekładamy ciasto na deskę do krojenia. Bardzo ostrym nożem kroimy plastry grubości 1,5 centymetra. Układamy je na blaszce i ponownie wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 160°C. Pieczemy przez 10-12 minut, po czym przewracamy ciasteczka na drugą stronę i ponownie pieczemy przez kolejne 10-12 minut. Voila!

Podstawą do powstania tego przepisu był przepis na cantuccini książki Lidla.


Smacznego i do napisania wkrótce! :)

wtorek, 24 listopada 2015
Zaniedbuję Was ostatnio bardzo. Nie będę składała obietnic bez pokrycia, że to się zmieni. Wciąż gotuję, lista przepisów do publikacji piętrzy się i zerka na mnie nieufnie, z wyrzutem. Za dużo czasu pochłania mi czytanie, oglądanie, recenzowanie; działanie na pięciu innych portalach poza Życiem zamkniętym w smaku. Nie powiem, to nieprzyjemna sprawa, ale kwestia przyszłości, kończenia studiów i tego, co "później" odcisnęła na mnie swoje piętno. Liczę, że rozumiecie. I, że będziecie korzystali ze zgromadzonych tu przepisów nawet, jeżeli nowe będą ukazywały się rzadko :)

DACQUOIS ORZECHOWE Z CYTRYNOWYM KREMEM I BORÓWKAMI AMERYKAŃSKIMI


Składniki na ciasto (dacquois):
- 6 białek
- 150 gramów cukru (kryształ)
- 100 gramów cukru pudru
- 200 gramów orzechów laskowych
- 100 gramów migdałów (płatków)

Przygotowanie ciasta (dacquois):
150 gramów orzechów laskowych i 50 gramów migdałów mielimy na mączkę. 50 gramów orzechów i 50 gramów migdałów siekamy. Biała ubijamy na sztywną pianę, stopniowo dodając do nich cukier (kryształ). Orzechową mąkę łączymy z cukrem pudrem. Dodajemy do tego ubite białka i mieszamy do połączenia składników, ale delikatnie i w jedną stronę. Wykładamy ciasto do dwóch identycznych form wyłożonych papierem do pieczenia. Wygładzamy. Jeden z krążków obsypujemy siekanymi orzechami i migdałami. Pieczemy w temperaturze 190 stopni przez 30-35 minut. Studzimy.

Składniki na krem cytrynowy:
- 6 żółtek
- 2 opakowania cukru wanilinowego
- 80 gramów cukru
- sok z 1 cytryny
- 12 gramów żelatyny rozpuszczone w 50 mililitrach wody
- 600 mililitrów śmietanki 36%

Przygotowanie kremu cytrynowego:
Żółtka łączymy z cukrami, a następnie ubijamy je na parze (miska nad gotującą się w garnku wodą). Po rozpuszczeniu cukru dodajemy do żółtek sok z cytryny. Ubijamy całość na parze do chwili, gdy zrobi się puszysta. Gdy zacznie gęstnieć dodamy do niej rozpuszczoną żelatynę i mieszamy do połączenia. Zdejmujemy z ognia i lekko przestudzamy (ma być nieco ciepła).
Śmietankę ubijamy na sztywno. Dodajemy 2-3 jej łyżki do masy żółtkowej. Mieszamy energicznie. Następnie dodajemy resztę ubitej śmietanki i mieszamy do połączenia, delikatnie. 

Składniki do złożenia całości:
- spody dacquois
- krem cytrynowy
- 300 gramów borówek amerykańskich

Składanie:
Spód bez orzechów wykładamy na odpowiedniej wielkości talerz z obejmą od tortownicy. Wykładamy krem partiami posypując go borówkami. Całość przykrywamy krążkiem z orzechami (orzechami do góry). Chłodzimy w lodówce przez minimum 2 godziny. Voila!

Podstawą do powstania tego przepisu był deser z książki "Cukiernia Lidla"


Smacznego i do napisania wkrótce! :)

poniedziałek, 9 listopada 2015
Choroba, choroba i po chorobie. Powoli odzyskuję smak i węch, chociaż katar nie odpuszcza. Nie wiem, dlaczego, ale, gdy źle się czuję najchętniej spożywam tylko dania płynne lub półpłynne - wszelkie zupy, leczo, dania jednogarnkowe, gulasze. Skoro jest już lepiej, pokusiłam się o "normalny" obiad. :)

ROLOWANE MIĘSO MIELONE


Składniki:
- 400 gramów mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
- 50 gramów żółtego sera
- 1 jajko
- 2 łyżki bułki tartej
- papryka ostra
- papryka słodka
- chilli
- pieprz kolorowy
- sól
- czosnek niedźwiedzi

Przygotowanie:
Mięso mielone doprawiamy: paprykami, pieprzem i solą. Dodajemy jajko i bułkę tartą. Ser kroimy w grube słupki. Matę do sushi wykładamy folią spożywczą. Na niej płasko układamy mięso. Około 1-2 centymetrów od brzegu powinny znaleźć się słupki sera. Całość zwijamy ściśle, jak sushi. Obtaczamy w czosnku niedźwiedzim. 
Smażymy na niewielkiej ilości oleju lub grillujemy.
Podajemy z sosem czosnkowym (klik!). 
Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
poniedziałek, 2 listopada 2015
Zachorzałam. No cóż, organizm najwyraźniej miał już dość szalonego tempa mojej egzystencji. W jednej godzinie drapało mnie w gardle, w drugiej już biegłam po chusteczki higieniczne, a w trzeciej zadano mi ostateczny cios i zaległam. Oby szybko się skończyło.
Na choroby? Zupka! Pomidorowa najchętniej :)

ZUPA POMIDOROWA


Składniki:
- dowolne mięso drobiowe (najlepiej bardziej tłuste części - skrzydełka, nogi etc.)
- 3 marchewki
- 1 pietruszka
- 1 cebula
- kawałek selera
- koncentrat pomidorowy
- śmietana kwaśna 18%
- 2-3 liście laurowe
- 4-5 ziarenek ziela angielskiego
- 4-5 ziarenek pieprzu kolorowego
- sól

Przygotowanie:
Cebulę obieramy i opalamy. Marchew, pietruszkę i selera obieramy i kroimy w talarki. Mięso i warzywa wkładamy do garnka i zalewamy wodą do 3/4 wysokości. Wrzucamy liście laurowe, ziele angielskie i kolorowy pieprz. Gotujemy do miękkości mięsa i warzyw. Wyciągamy mięso i obieramy je z kości. Siekamy i wrzucamy z powrotem do garnka. Dodajemy koncentrat pomidorowy wedle uznania. Ja lubię bardziej wyrazisty smak, więc do garnka trafia 1,5 małego słoiczka koncentratu. Solimy. Podajemy zabieloną śmietaną lub z jej kleksem. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
środa, 28 października 2015
Rano pośpiech i brak czasu na solidne śniadanie. Jakaś kawa w biegu, niedopita do końca, której kilka ostatnich łyków weźmie się jeszcze wieczorem, po powrocie z pracy. Większość czasu spędzamy poza domem, a w brzuchu burczy, nie nadąża za szalonym trybem naszej egzystencji. A wokół same fastfoody. Gotowe kanapki, burgery, zapiekanki, majonezowe sałatki… A gdyby tak, pomimo pędu i szaleństwa móc jeść zdrowo, by mieć siłę do tego całego pośpiechu? Grażyna Bober-Bruijn „Pysznymi do pudełka” udowadnia, że można.

Jak zapowiada we wstępie autorka książki, jej pozycja nie ma dawać gotowych wzorów na drugie śniadanie (ale nie martwcie się, jednak daje), lecz zachęcić do własnego eksperymentowania (i to również robi). Przywołuje też kilka informacji o japońskiej kulturze komponowania posiłków dla dzieci, na drugie śniadanie czy obiad w szkole – idealny model pełnowartościowego menu, na które składają się produkty zbożowe, białko i warzywa lub owoce. Autorka „Pyszne do pudełka” wychodzi z założenia, że może nie tak samo – niekoniecznie sushi –, ale Europejczycy również mogą komponować zestawy na wynos, które dostarczą organizmowi wszystkich wymaganych składników odżywczych. Co więcej, nie trzeba się przy tym szczególnie wysilać, bo niekiedy wczorajszy obiad po odpowiednim potraktowaniu, może stać się dzisiejszym śniadaniem.

Książka podzielona została na dziewięć rozdziałów. Część wydaje się dość oczywista, jak jajka, zupy, sałatki, dodatki, czy wypieki słodkie i słone. Mniej spodziewałam się past do chleba, klopsów oraz „curry, ryże, makarony, placki”, co tylko udowadnia, że patrzę na pudełka z drugim śniadaniem nie dość szeroko. Dodatkowo Grażyna Bober-Bruijn podpowiada, które z jej przepisów najlepiej sprawdzą się na pikniku. Bo czy piknik to nie po prostu dobrze skomponowany pod względem mobilności lunch lub obiad?

„Pyszne do pudełka” to, mimo całego mojego zachwytu nad koncepcją, zbiór przepisów dość nierówny. Z jednej bowiem strony czuć powiew świeżości, potencjalne urozmaicenie diety, dzięki propozycjom takim, jak: różne formy curry, czy placuszki (np. z buraka, ryżowe krakersy Sanbei) albo zamiana chleba na pitę lub naan. Z drugiej zaś sałatki ze wszystkiego, kopiec z zającem (mielone z jajkiem w środku) czy kanapki z kotletem, to już rzeczy znane od dawna i od dawna przygotowywane. Tutaj nieco się zawiodłam.

Poza tym, widać, że Grażyna Bober-Bruijn za wzór wzięła sobie kraje azjatyckie. Wiele z przepisów brzmi orientalnie, co jest ciekawe, ale liczyłam na coś zupełnie w innym duchu. Zresztą nie tylko Azja stała się dla autorki inspiracją. W „Pysznych do pudełka” znajdzie się bardzo dużo wariacji na temat zagranicznych produktów i dań. Najmniej w tym wszystkim Polski, co jest o tyle niewygodne, że ginie gdzieś wiele z doskonałych, krajowych składników. Dużo przecież tańszych.

Nie to jednak okazało się dla mnie najmniej przyjazną stroną książki, bo przecież warto czasami urozmaicić sobie życie i smakowo zawędrować na inny kontynent, a skorzonerze podziękować za udział w tym, czy innym posiłku. Warto też nawet wydać większą sumę pieniędzy, by zadbać o swój organizm. Największym rozczarowaniem okazał się więc… czas przygotowywania tych potraw. Zawierzyłam autorce, że skupi się na „przetwarzaniu obiadów”, tymczasem nie ma takich przepisów dużo, a te, które są, dotyczą wykorzystania jednego z mniej czaso- czy pracochłonnych składników (np. ryżu). Sporej części z nich nie można też przygotować dzień wcześniej, a przecież największym problemem zabieganych osób jest właśnie brak czasu rano.

Nie zmienia to jednak faktu, że propozycje Grażyny Bober-Bruijn są naprawdę smaczne. Muffiny orkiszowe z jagodami i białą czekoladą z pewnością będę powtarzała, skuszę się też na muffinkowe omlety oraz wspomniane już Sanbei. W najbliższych planach znajdują się z kolei curry, zwłaszcza to dyniowe.

Dodatkowo „Pyszne do pudełka” świetnie prezentują się wizualnie. Idealny format (naprawdę zwracam na to uwagę!) i gruby papier, jedynie okładka ze względów praktycznych mogłaby być sztywniejsza, ale generalnie tak chyba wygląda lepiej. Zdjęcia we wnętrzu kuszą, aczkolwiek spora z nich część nie znajduje się w pudełku, co nieco utrudnia wyobraźni pracę, demobilizując do wprowadzenia w życie planu zabierania do pracy skomponowanego w domu posiłku. Tak czy siak, nawet o nich myśląc, robię się głodna.

Jako inspiracja „Pyszne do pudełka” wypadają fantastycznie, udowadniając, że hasło „na wynos” wcale nie musi ograniczać naszej kulinarnej wyobraźni. Jako zestaw gotowych pomysłów, jest już nieco gorzej, ale wciąż znaleźć można kilka ciekawych jedzeniowych konceptów. Czy polecam? Oczywiście! Nawet jeżeli nie podążę za Grażyną Bober-Bruijn punkt w punkt, to zgodnie z jej nadziejami, czuję się zainspirowana do działania. 

Recenzja publikowana również na:


środa, 21 października 2015
Ten przepis pochodzi z promocyjnej książki Lidla - "52. Pascal kontra Okrasa". Sporadycznie, ale jednak, sięgam po książki kucharskie. To trochę tak, jakby poznawać cudzy smak, wcielać się w kogoś.
Te roladki są smaczne i proste w przygotowaniu. Połączenie przysmaków kresowych i delikatnego mięsa tworzy naprawdę niezły duet.

ROLADKI Z POLĘDWICZKI WIEPRZOWEJ Z PRZYSMAKAMI KRESOWYMI


Składniki:
- 1 polędwiczka wieprzowa
- 1 opakowanie przysmaków kresowych
- 100 mililitrów porto
- 3 szalotki
- oliwa z oliwek
- pieprz
- sól

Przygotowanie:
Polędwiczkę wieprzową myjemy i suszymy za pomocą ściereczki. Z mięsa odkrawamy białą błonkę i dzielimy na 4 kawałki. Każdy z kawałków delikatnie nacinamy tak, aby z każdego z nich powstał długi pasek (nacinanie powinno przypominać rozwijanie rulonu ). Tak przygotowane kawałki polędwiczki przykrywamy folią spożywczą i rozbijamy delikatnie tłuczkiem do mięsa. Doprawiamy solą i pieprzem z jednej strony.
Na każdy kawałek nakładamy 3 rodzaje kiełbas z przysmaków kresowych: 2 kawałki kresowej naturalnej, 2 kawałki chorizo, 2 kawałki kresowej z pieprzem, znów chorizo, kresowa naturalna i kresowa z pieprzem. Mięso zawijamy w rulon. Każdy rulonik związujemy sznurkiem (lub spinamy wykałaczkami). Mięso doprawiamy solą i pieprzem z zewnątrz.
Na patelni rozgrzewamy oliwę z oliwek. Polędwiczki smażymy z każdej strony na rumiany kolor. Po usmażeniu mięso przekładamy do naczynia żaroodpornego. Na patelnię, na której smażyliśmy mięso, wlewamy połowę przygotowanej porcji porto, mieszamy na patelni, dodajemy całość do mięsa w naczyniu żaroodpornym. Mięso podlewamy resztą porto. 3 szalotki kroimy w piórka, dodajemy do mięsa (szalotki powinny być zanurzone w porto). Naczynie żaroodporne zakrywamy folią aluminiową i wkładamy do piekarnika na mniej więcej 20-25 minut.


Przepis można znaleźć również TU.

Smacznego i do napisania wkrótce! :)
środa, 14 października 2015
Od momentu rybnego szkolenia, staram się przestrzegać poznanych tam zasad. Bywa, że sprzedawcy dziwnie się na mnie patrzą, gdy pytam o łowisko, z którego pochodzi ryba albo o stosowny certyfikat. Nikt się jednak nie obraził, czy nie uniósł. Misja wykonana. 

Mam ostatnio fazę dań jednogarnkowych, jednopatelniowych, jednobrytfankowych :) Zapiekanka pasuje tu idealnie :)

ZAPIEKANKA RYBNA


Składniki:
- około 400-500 gramów dowolnej ryby (u mnie dorsz i czerniak)
- 100 gramów szyjek rakowych (opcjonalnie)
- 4 jajka
- 2-3 duże ziemniaki
- 1 cebula
- 75 gramów masła (+ tłuszcz do smażenia ryby)
- 50 gramów mąki
- 650 mililitrów mleka
- 150 gramów żółtego sera
- zioła prowansalskie
- pieprz kolorowy
- sól

Przygotowanie:
Jajka gotujemy na twardo, a ziemniaki w mundurkach. Cebulę siekamy drobno, rybę kroimy w grubszą kostkę. Podsmażamy najpierw cebulę, później dodajemy do niej rybę i szyjki.
Na 75 gramach masła smażymy 50 gramów mąki - robimy zasmażkę. Powinno trwać to około dwóch minut, żeby mąka nie była surowa i ładnie się spieniła. Następnie zdejmujemy garnek z palnika i powoli dolewamy do niego mleko, cały czas mieszając. 
Dodajemy beszamel do podsmażonej cebuli i ryby. Doprawiamy ziołami, pieprzem i solą.
W żaroodpornym naczyniu układamy obrane i pokrojone w grube plastry ziemniaki oraz podzielone na ćwiartki jajka. Całość zalewamy rybą z beszamelem. Na wierzch ścieramy żółty ser.
Podpiekamy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez około 20 minut. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
poniedziałek, 5 października 2015
Sezon dyniowy czas zacząć. Zewsząd padają pytania o przepisy na dyniowe pyszności, a w sklepach rumienią się już pomarańczowo większe i mniejsze, kuliste owoce. To bezsprzeczny znak, że już jesień. Tak, jak zima kojarzy mi się z zapachem cytrusów, tak jesień ze słodkim zapachem dyni :) i cynamonu!

KORZENNE MUFFINY DYNIOWE 


Składniki:
- 300 gramów mąki
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1 opakowanie cukru wanilinowego
- 200 mililitrów musu dyniowego (przepis - kliknij!)
- 150 gramów cukru
- 3 jajka
- 200 mililitrów oleju
- 2 łyżeczki cynamonu
- 1 łyżeczka imbiru

Przygotowanie:
Najpierw łączymy sypkie produkty: mąkę, proszek, sodę, cukry, cynamon i imbir. Mieszamy je za pomocą widelca. W drugiej misce roztrzepujemy jajka, dolewamy olej i dodajemy dyniowy mus. Następnie mieszamy zawartość obu pojemników do połączenia . Wykładamy do papilotek do 3/4 wysokości. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez około 20-30 minut (do zarumienienia i "suchego patyczka"). Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! ;)
wtorek, 29 września 2015
Pomimo wypróbowania już wielu różnych dyniowych przepisów, najbardziej lubię dyniową zupę. Robię ją w różnych wersjach. Jest pyszna, o delikatnej konsystencji i pięknym kolorze. Aż się śmieje z talerza!

ZUPA KREM Z DYNI Z KARDAMONEM, IMBIREM, PIEPRZEM CAYENNE, ŻURAWINĄ I PRAŻONYM SŁONECZNIKIEM


Składniki
- 2 litry musu z dyni (przepis - kliknij!)
- 2 litry wywaru z kurczaka i warzyw
- warzywa z gotowania wywaru
- pieprz cayenne
- kardamon
- imbir
- sól
- 3 ząbki czosnku
- 100 mililitrów słodkiej śmietanki 18%
- żurawina 
- słonecznik

Przygotowanie:
Do musu z dyni dodajemy warzywa  z wywaru i blendujemy całość. Następnie, stopniowo, dolewamy wywaru, kontrolując gęstość zupy. Doprawiamy, dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, blendujemy, dolewamy śmietanki i raz jeszcze doprawiamy, jeżeli jest to konieczne. Podajemy z siekaną żurawiną i prażonym słonecznikiem. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
sobota, 26 września 2015
Dynia rosnąca w rodzinnym ogrodzie miała w tym roku 47 kilogramów. Żeby przynieść ją do domu, musiałam pociąć ją na miejscu na kawałki i zapakować do taczki. Podzieliłyśmy się z mamą po 20 kilogramów, reszta trafiła do brata, który stawia pierwsze kulinarne kroki. Lodówka wypełniona jest dynią po brzegi. W najbliższym czasie pojawi się więc sporo dyniowych przepisów ;)

DYNIOWE CIASTECZKA


Składniki:
- 350 gramów mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1 łyżeczka sody
- 2 łyżeczki cynamonu
- 1/2 łyżeczki kardamonu
- 1 opakowanie cukru cynamonowego
- 1/2 łyżeczki soli
- 250 gramów cukru
- 250 mililitrów musu dyniowego (przepis - kliknij!)
- 125 gramów miękkiego masła
- 1 jajko
- 1 łyżeczka olejku waniliowego

Przygotowanie:
W jednej misce łączymy: mąkę, proszek, sodę, cynamon, kardamon i sól. Mieszamy widelcem. W drugiej misce ucieramy masło z cukrami. Dodajemy mus dyniowy, jajko i olejek. Następnie łączymy masę z suchymi składnikami. Blachę wykładamy papierem do pieczenia i w sporych odstępach wykładamy na nią ciasto łyżką. Pieczemy około 15-20 minut w temperaturze 180 stopni. Po przestygnięciu można posypać cukrem pudrem. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
piątek, 25 września 2015
Idą chłody, jesienne deszcze i zimna wilgoć wkradająca się pod skórę, czyli... sezon zup! Rozgrzewających, leniwie spływających przełykiem, aromatycznych. A wszystkie, zanim staną się wyrazistymi, aksamitnym lub intensywnymi w smaku są... cudnym rosołkiem. :D

ROSÓŁ Z MAKARONEM


Składniki na rosół:
- dowolne mięso z kurczaka (najlepiej bardziej tłuste części - skrzydełka, nogi etc.)
- 3 marchewki
- 1 pietruszka
- 1 cebula
- kawałek selera
- 1 por
- 2-3 liście laurowe
- 4-5 ziarenek ziela angielskiego
- 4-5 ziarenek pieprzu kolorowego
- sól

Przygotowanie rosołu:
Cebulę obieramy i opalamy. Marchew, pietruszkę i selera obieramy i kroimy w talarki. Pora myjemy i kroimy w talarki. Mięso i warzywa wkładamy do garnka i zalewamy wodą do 3/4 wysokości. Wrzucamy liście laurowe, ziele angielskie i kolorowy pieprz. Gotujemy do miękkości mięsa i warzyw. Wyciągamy mięso i obieramy je z kości. Siekamy i wrzucamy z powrotem do garnka. Solimy.

Składniki na makaron:
- 200 gramów semoliny
- 100 gramów mąki pszennej
- 1 jajko
- 1 żółtko
- 2 łyżki oliwy
- 1/4 szklanki wody

Przygotowanie makaronu:
Zagniatamy ciasto z podanych składników, dbając by nie dodać zbyt dużej ilości wody. W razie potrzeby dodajemy więcej mąki. Dzielimy ciasto na części i przepuszczamy przez prasę do uzyskania pożądanej grubości. Suszymy długie pasma makaronu na wieszaku. Gdy podeschną, zdejmujemy, podsypujemy lekko mąką i kroimy na krótsze słupki. Gotujemy krótko w lekko osolonej wodzie i zalewamy rosołem. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
czwartek, 24 września 2015
Tarta z kremem dyniowym zawsze mnie zaskakuje. Konsystencja kremu bardzo przypomina sernik, chociaż w cieście nie ma ani grama twarogu. Niesamowite. Ta wersja tarty z pewnością będzie pojawiała się u mnie częściej. Intensywny rumowy smak lekko osłodzony dynią - mniam!

TARTA Z RUMOWYM KREMEM DYNIOWYM


Składniki na ciasto:
- 300 gramów mąki
- 200 gramów masła
- 100 gramów cukru
- 1 jajko
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Przygotowanie ciasta:
Zagniatamy ciasto z podanych składników. Wykładamy nim formę, dziurkujemy i wstawiamy do lodówki na 30 minut.

Składniki na rumowy krem dyniowy:
- 450 gramów musu z dyni (przepis - kliknij!)
- 100 gramów cukru
- 1 łyżeczka mielonego imbiru
- 2 łyżeczki mielonego cynamonu
- 3 jajka
- 150 ml kwaśnej śmietany 18%
- 1 łyżeczka aromatu rumowego

Przygotowanie rumowego kremu dyniowego:
Mus mieszamy z cukrem i przyprawami oraz aromatem. Następnie miksujemy masę z dodawanymi po kolei jajkami.Potem, już za pomocą szpatułki, łączymy ją ze śmietaną. Masę wylewamy na schłodzone ciasto. Całość pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 190 stopni przez około 50 minut. Chłodzimy i posypujemy cukrem pudrem. Przechowujemy w lodówce. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
wtorek, 22 września 2015
Do tej pory serwowałam z dynią raczej słodkie dania (poza zupą). Przyszedł czas na coś nowego. Tym razem padło na podatne na różnorodne wariacje kotlety mielone. Jak wyszło? Z dynią są znacznie łagodniejsze. Pomimo subtelnej przecież zmiany, to solidna odmiana klasyki. Spróbujcie, a się przekonacie :)

KOTLETY MIELONE Z DYNIĄ


Składniki:
- 500 gramów mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
- 200 gramów dyni
- 1 cebula
- 2 jajka
- 2 łyżki kaszy manny 
- gałka muszkatołowa
- kurkuma
- pieprz kolorowy
- sól
- olej do smażenia

Przygotowanie:
Cebulę siekamy drobno i podsmażamy. Dynię ścieramy na tarce o średnich oczkach. Oba składniki dodajemy do mięsa razem z jajkami, manną i przyprawami. Rozgrzewamy tłuszcz na tej samej patelni, na której smażyliśmy cebulę. Formujemy kotlety i smażymy do zezłocenia z obu stron. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
poniedziałek, 21 września 2015
Niby sezon grillowy już się skończył, ale wytrwali fani tego sposobu spędzania wolnego czasu z pewnością jeszcze korzystają z całkiem atrakcyjnej pogody. Wystarczy przecież tylko cieplej się ubrać. :) Rozgrzewająco z pewnością sprawdza się grillowane banany. Wystarczy je odpowiednio przyprawić :)

GRILLOWANE BANANY


Składniki:
- dowolna ilość bananów
- cytryna
- opcjonalnie: korzenne przyprawy i/lub czekolada

Przygotowanie:
Banany rozcinamy wzdłuż i skrapiamy cytryną, żeby nie ściemniały. Grillujemy je do zarumienienia mięsistą stroną do ognia, po czym odwracam na drugą stronę i trzymamy aż zmiękną i będą gorące. Teraz też można doprawić je, ewentualnie, cynamonem, imbirem, kardamonem lub wetknąć w środek kilka drobniejszych kawałków dowolnej czekolady. Banany w ten sposób można również przygotować w piekarniku lub na patelni grillowej. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce :)
czwartek, 10 września 2015
Straszny los. Nie mogę zgrać zdjęć nowych potraw. Sądziłam, że to problem kabla. Na zamówiony sprzęt czekałam tydzień, by przekonać się, że to nie to... Ech, trzeba będzie znaleźć jakiś serwis.
Tymczasem muszę Was raczyć tym, co mam na komputerze. Ale nie martwcie się, to też pyszne rzeczy! :D A te ciasteczka sprawdzą się idealnie w sezonie jesiennym :) No i występują na kartach "Skazanych" :)

CIASTECZKA SZAFRANOWO-CYNAMONOWE



Składniki na masę szafranową:
- 100 gram cukru pudru
- 120 gram masła
- 35 gram mąki ziemniaczanej
- 80 gram mąki krupczatki
- 100 gram mąki pszennej
- szczypta szafranu
- łyżka gorącej wody

Przygotowanie masy szafranowej:
Szafran zalewamy gorącą wodą i pozwalamy się mu zaparzyć. Mąki mieszamy. Wszystkie składniki zagniatamy, razem z przestudzonym szafranem.

Składniki na masę cynamonową:
- 100 gram cukru pudru
- 120 gram masła
- 35 gram mąki ziemniaczanej
- 80 gram mąki krupczatki
- 100 gram mąki pszennej
- kilka łyżeczek cynamonu

Przygotowanie masy cynamonowej:
Mąki mieszamy. Wszystkie składniki zagniatamy, razem z cynamonem.

Przygotowanie ciastek:
Rozwałkowujemy ciasto szafranowe oraz cynamonowe. Jedno nakładamy na drugie i zwijamy w ciasny rulon. Zawijamy w folię i wkładamy do lodówki, żeby masa się schłodziła (około 1 godziny). Odwijamy folię. Kroimy na dowolnej grubości plastry i lekko spłaszczamy. Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez około 10 minut (trzeba śledzić postępy, bo szybko robią się rumiane) do zezłocenia. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
czwartek, 27 sierpnia 2015
Moje smakowe życie ogranicza się obecnie do jogurtów i pozbawionych wyrazu papek. A wszystko dzięki małemu zabiegowi (oszczędzę Wam szczegółów). Wspominam wcześniejsze uczty ;)
Ta zapiekanka doskonale sprawdzi się jako dodatek do obiadu albo jako samodzielna potrawa.

ZAPIEKANKA Z CUKINII Z MIGDAŁAMI


Składniki:
- 1 duża cukinia
- 1-2 pomidory
- 1 cebula
- 50 gramów prażonych płatków migdałów
- 150 gramów żółtego sera
- natka pietruszki
- oliwa z oliwek
- zioła prowansalskie
- pieprz
- sól

Przygotowanie:
Cebulę obieramy i drobno siekamy. Podsmażamy na oliwie z oliwek. Cukinię obieramy, kroimy w średniej wielkości kostkę. Pomidory (można sparzyć) także kroimy w średnią kostkę. Jedno i drugie dodajemy do cebuli, doprawiamy ziołami, pieprzem i solą, a potem redukujemy nadmiar płynu. Na sam koniec dodajemy prażone płatki migdałów oraz siekaną natkę pietruszki.
Ser ścieramy na tarce o grubych oczkach. Formę smarujemy odrobiną oliwy, na to wykładamy nieco sera, warzywa i raz jeszcze ser. Zapiekamy do rozpuszczenia sera i lekkiego jego zarumienienia (około 10-15 minut w piekarniku rozgrzanym do 170-180 stopni). 


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
piątek, 21 sierpnia 2015
Kontynuuję misję ograniczenia spożywania mięs kanapkowych ze sklepów. Im więcej jem tych przygotowanych w domu, tym bardziej zadziwiają mnie różnice smakowe w zestawieniu z tymi sklepowymi. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o konsystencję.
Tę szynkę zjeść można na ciepło z brązowym sosem pieczeniowym lub na zimno, do kanapek właśnie :)


PIECZONA SZYNKA


Składniki:
- około 1 kilograma szynki (najlepiej - kulka)
- 50 mililitrów oliwy z oliwek
- 4 łyżki tymianku
- 2 łyżeczki soli
- 1/2 łyżeczki kolorowego pieprzu
- 4-5 ząbków czosnku
- kilka plastrów wędzonej szynki (u mnie wyrób domowy)

Przygotowanie:
Oliwę mieszamy z tymiankiem, solą, pieprzem i przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Nacieramy opłukaną i osuszoną szynkę z każdej strony. Owijamy wędzonką. Wkładamy do naczynia, zakrywamy folią i wstawiamy do lodówki na całą noc. 
Po wyjęciu szynki z lodówki pozwalamy jej osiągnąć temperaturę pokojową i pieczemy w temperaturze 180-190 stopni przez około 1 godzinę do 1,5 (1 godzina na każdy kilogram). Niezależnie od tego, czy jemy szynkę na zimno, czy na ciepło po upieczeniu należy dać jej "odpocząć", żeby nie stała się sucha. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)

czwartek, 13 sierpnia 2015
Kiedyś już zamieszczałam przepis na rogaliki, jednak tamten był starą recepturą mojej mamy. Z ogromną ilością drożdży. Z czasem zaczęłam szukać własnego smaku i składnikowych proporcji. Te rogaliki są nieco lżejsze :)

ROGALIKI DROŻDŻOWE


Składniki:
- 3 szklanki mąki pszennej
- 1/2 szklanki cukru
- 1 opakowanie suchych drożdży
- 1 duża kwaśna śmietana 18%
- 1 łyżeczka cukru waniliowego
- 1/2 szklanki tłuszczu
- 2 jajka
- marmolada lub inne dowolne nadzienie przeznaczone do pieczenia (dżem lub konfitura pod wpływem temperatury wyciekną)

Przygotowanie:
Mieszamy mąkę, cukry i drożdże. Jajka roztrzepujemy i dodajemy razem ze śmietaną i tłuszczem do suchych produktów. Zagniatamy ciasto i pod przykryciem odstawiamy w ciepłe miejsce na przynajmniej 1 godzinę. Następnie dzielimy ciasto na części wielkości pięści. Rozwałkowujemy na cienki okrągły placek. Dzielimy nożem na 6 lub 8 części w zależności od wielkości rozwałkowanego ciasta, nakładamy marmoladę i zawijamy w rogale. Można posmarować wierzch wypieków jajkiem rozmieszanym z mlekiem, dzięki czemu ciasto zyska połysk. Pieczemy kilka minut w temperaturze 180 stopni (do zarumienienia). Jemy na zimno, bo ciasto drożdżowe na ciepło może wywołać ból brzucha. Można posypać cukrem pudrem lub polać lukrem. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
czwartek, 6 sierpnia 2015
W końcu kupiłam klimatyzator. Inaczej chyba nie przetrwałabym upałów. Ogrom czasu poświęcam na czytanie, a żywię się ostatnio wyłącznie... arbuzami. Kuchnia - poza odnajdywaniem w niej wielkiego noża do przecięcia owocu - w zasadzie dla mnie nie istnieje. Tylko raz ośmieliłam się tam wkroczyć. Kiedy naszła mnie ogromna ochota na lasagne.

LASAGNE


Składniki na sos mięsny:
- 500 gramów mięsa mielonego
- 1 cebula
- 1 łodyga selera naciowego
- 5 ząbków czosnku
- 1 łyżka mąki
- 300 mililitrów bulionu
- 150 mililitrów czerwonego wina
- 1 puszka pomidorów + 1-2 łyżki pasty pomidorowej
- oliwa z oliwek
- pietruszka, majeranek, bazylia
- pieprz
- sól

Przygotowanie sosu mięsnego:
Na rozgrzanej oliwie podsmażamy mięso, posiekaną w drobną kostkę cebulę, seler naciowy i czosnek. Oprószamy całość mąką, podsmażamy jeszcze chwilę, a potem dodajemy wino oraz bulion. Doprawiamy solą, pieprzem i ziołami. Dusimy przez około 20 minut, dodajemy pomidory i pastę, a następnie gotujemy jeszcze przez 10 minut. 

Składniki na beszamel:
- 2 czubate łyżki mąki
- 2 solidne łyżki masła
- 600 mililitrów mleka
- biały pieprz
- gałka muszkatołowa
- sól

Przygotowanie beszamelu:
Masło rozpuszczamy i podsmażamy na nim mąkę aż zacznie się "pienić". Dodajemy mleko i mieszamy energicznie trzepaczką aż do zgęstnienia. Doprawiamy pieprzem, solą i gałką.

Składniki do lasagne:
- płaty makaronu lasagne
- ser żółty lub mozzarella
- ser grana padano
- masło

Przygotowanie lasagne:
Naczynie żaroodporne smarujemy cienką warstwą masła. Układamy pierwszą warstwę makaronu (nie trzeba go gotować), na nią wykładamy nieco mięsnego sosu, następnie sos beszamelowy i znowu makaron. Powtarzamy aż do wykorzystania wszystkich składników, pamiętając, że ostatnią warstwą powinien być sos beszamelowy. Całość posypujemy serami. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni przez około 30-40 minut. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)

piątek, 31 lipca 2015
To nic wyszukanego. Prosty i w miarę małokaloryczny deser, który sprawdza się w czasie upałów. Możecie dodać do niego owoce sezonowe, zmieniać smaki galaretek czy kształty. Wszystkie chwyty dozwolone ;)

BISZKOPT Z JOGURTOWĄ PIANKĄ


Składniki na biszkopt:
- 3 jajka
- 1/4 szklanki drobnego cukru
- 1/4 szklanki mąki pszennej
- 1 łyżka mąki ziemniaczanej
- kilka łyżek dowolnego likieru lub aromatyzowanej wódki

Przygotowanie biszkoptu:
Białka oddzielamy od żółtek i ubijamy na sztywną pianę. Pod koniec dodajemy cukier, partiami, oraz żółtka. Następnie wsypujemy mąki, które łączymy z masą za pomocą szpatułki (mikser wszystko zepsuje). Blaszkę (u mnie keksówka) wykładamy papierem do pieczenia i wylewamy nań ciasto. Pieczemy w temperaturze 170 stopni przez około 30 minut lub do "suchego patyczka". Studzimy i nasączamy niewielką ilością alkoholu.

Składniki na masę jogurtową:
- 2 duże jogurty greckie
- 2 galaretki o dowolnym smaku (u mnie cytrynowa) + jeszcze jedna na wierzch o innym smaku

Przygotowanie masy jogurtowej:
2 galaretki rozpuszczamy w szklance wrzątku. Przestudzamy i przy użyciu miksera łączymy z jogurtami. Powstałą masę wylewamy na ciasto. Schładzamy. Trzecią galaretkę robimy według opisu na opakowaniu. Przestudzamy. Gdy masa jogurtowa stężeje, wylewamy na nią ostatnią galaretkę i raz jeszcze chłodzimy. Voila!


Smacznego i do napisania wkrótce! :)
piątek, 24 lipca 2015
Wczoraj, 23.07.2015, miałam przyjemność uczestniczenia w warsztatach kulinarnych WWF "Jaka ryba na obiad?". Nim jednak przejdziemy do przebiegu samego spotkania, chcę Wam powiedzieć kilka o rzeczy o moim podejściu do tematu, zanim wybrałam się na to wydarzenie.


Otrzymałam dwa zaproszenia. Jedno przyszło na e-maila i zginęło gdzieś nie wzbudzając mojego zainteresowania. Drugie otrzymałam drogą facebookową. I uznałam to za znak. Do tej pory nie uczestniczyłam w podobnych akcjach. Stresowała mnie sama myśl, że wypadnę blado na tle innych blogerów; a nawet, że ktoś powie, że to nie zajęcia dla takiego amatora, jak ja. Mamy jednak wakacje, mojemu mieszkaniu bliżej do piekarnika, niż miejsca do życia, więc uznałam - dlaczego nie?

Od samego początku byłam jednak nastawiona sceptycznie. Najpierw uznałam, że całość z pewnością będzie miała w sobie coś z fanatycznej pogadanki; że ktoś będzie próbował wpajać mi, że ryby w oceanach dosłownie płaczą, że to bez serca rozdzielać rybie rodziny itp. Wiecie, co mam na myśli? Tę całą wojującą przesadę.

Piszę o tym wszystkim, bo chciałabym, żeby następne informacje wywarły na Was tak wielkie wrażenie jak na mnie.

Jeżeli nic nie zrobimy, to za 40 lat nie będzie ryb.

Nie wierzycie? Ja też w pierwszym odruchu nie uwierzyłam. A więc garść innych faktów.
środa, 22 lipca 2015
Zdrowie wraca do centrum zainteresowania świata. To znaczy – zdrowe życie, w którym wykorzystuje się naturalne składniki i sposoby na podtrzymanie właściwej kondycji. Coraz chętniej sięgam ku ziołolecznictwu, niekiedy nawet nie kupując, a hodując odpowiednie rośliny. Wertujemy zapiski starszych członków rodziny, bądź prosimy ich o wskazówki. Innymi słowy chcemy być nie tylko zdrowsi, ale zdrowo się leczyć. Bez chemii i sztucznych substancji (chociaż to nie zawsze możliwe). Pomóc wdrożyć się w ten temat, może z pewnością „Zdrowie z natury”.

„Zdrowie z natury”, to poradnik dla całej rodziny, który tak naprawdę stanowi zbiór sprawdzonych recept czytelników miesięcznika „Przepis na Ogród” oraz jego wydań specjalnych „Zdrowie z Natury”. Tom podzielony jest na kilka rozdziałów: domowe kuracje, medycyna ludowa, zdrowa kuchnia, terapie naturalne, zielona dieta, domowe spa, ekoreportaż oraz rośliny na zdrowie. Wydaje się to wszystko dość chaotyczne i niestety, to nie tylko pozory. Niekoniecznie przemyślaną konstrukcję rekompensuje jednak sama zawartość.

Główny nacisk położono w poradniku na wykorzystanie dostępnych powszechnie roślin (nierzadko „chwastów”). Kryją się one pod większością z przywołanych tytułów rozdziałów. Różni autorzy proponują a to suszenie konkretnych owoców, kwiatów, liści lub nawet korzeni i późniejsze ich zalewanie wrzątkiem, by spożyć napar; a to podają przepisy na konfitury, soki lub nalewki. Większość z tych specjałów pomaga zapobiegać najczęstszym dolegliwościom jak bóle głowy, bóle reumatyczne czy problemy żołądkowe.

Wiele cennych wskazówek znajdą również bardziej skonkretyzowane grupy odbiorcze. Przyszłe mamy mogą skorzystać z propozycji na naturalną walkę z typowymi podczas ciąży dolegliwościami – panie z pewnością wiedzą, o jakie problemy może tutaj chodzić, ale warto je przypomnieć, bo lista nie jest krótka – zgaga, nudności, zaparcia, infekcje dróg moczowych, skurcze łydek, wysokie ciśnienie krwi i obrzęki czy żylaki.

Ciekawą lekturą „Zdrowie z natury” okaże się także dla wszystkich fanów tradycyjnych kulinariów. W poradniku znaleźć można wskazówki jak upiec prawdziwy, chrupiący i pachnący chleb, jak przygotować domowym sposobem jogurt naturalny oraz przyrządzić ser. A może macie ochotę zaszaleć i pokusić się o własne wędzonki? Wszystkie podstawowe informacje z tego zakresu znajdziecie właśnie w „Zdrowiu z natury”.

Ponadto czytelnicy dowiedzieć mogą się więcej o ulubionych owocach. Wiedzieliście, że borówki amerykańskie i maliny są świetne na wzmocnienie odporności i poprawę wzroku? A brzoskwinie świetnie sprawdzają się w stresowych sytuacjach? Albo, że jedna pistacja to raptem trzy kalorie, a orzechy laskowe najszybciej się trawi?

„Zdrowie z natury” to jednak nie tylko poradnik kulinarny. Masowanie stóp na podstawie skonstruowanej ich mapy, terapia kolorami (świetna tabelka barw i ich wpływu na ludzkie życie!), propozycje na walkę z depresją, kilka słów o zumbie oraz naturalnych kosmetykach i najlepszych dietach – to tylko garść tego, co oferuje ta pozycja.

Całość uzupełniają zdjęcia o różnorodnym charakter – raz nieco edukacyjnym, raz stricte estetycznym. Nie są może szczególnie odkrywcze, ani oryginalne, ale doskonale wpasowują się w treść i zawartość pozycji, wzbogacając ją i czyniąc atrakcyjniejszą. Sztywna okładka i gruby papier świadczą o wysokiej jakości książki jako przedmiotu.

„Zdrowie z natury” to pozycja obowiązkowa dla początkujących amatorów naturalnego i zdrowego życia. Odpowiada na wszystkie z podstawowych pytań i zachęca, by poszukiwać więcej i dalej. Z tą książką już nigdy nie będziecie musieli martwić się, co zrobić, gdy członka rodziny rozbolała nagle głowa, a ten nie toleruje chemicznych leków; ani, co począć, kiedy w domu zabraknie chleba, a sklepy akurat pozamykane „bo długi weekend”. A może po prostu chcielibyście dowiedzieć się, jak sprawić przyjemność drugiej osobie masażem stóp?

Publikowano również na:

Posmakowało już:

Akcja!

Lookam

Zbieram na jedzenie

Śledź