Drogeria Ewa

O mnie

Moje zdjęcie
Alicja Górska
Założyłam tego bloga z powodu miłości.
Zastawiłam półki kucharskimi książkami, a od wpatrywania w programy kulinarne zaczerwieniły mi się oczy. Katowałam rodzinę i znajomych paplaniną o cudowności sztuki kulinarnej, o nowych przepisach, o smakach i niezwykłych produktach. 
Taką poznacie mnie też Wy. Trochę niepoukładaną, trochę spragnioną czynienia rzeczy wielkich, trochę chaotyczną, wiecznie zabieganą.
Kocham improwizację. Fuzję smaków i zapachów. Czarowanie w kuchni.
Kontakt przez formularz lub na adres e-mailowy: alicja0gorska@gmail.com
Wyświetl mój pełny profil

Życie pozakuchenne

Życie pozakuchenne
Moja debiutancka powieść "Skazani", pierwszy tom trylogii "Przed Czasem". Gorąco zachęcam do zakupu i podzielenia się wrażeniami po lekturze :) Oto moje życie pozakuchenne.

Tutaj też działam

Tutaj też działam
Zapraszam również na współprowadzonego z partnerem życiowym bloga z recenzjami filmów, książek, gier, seriali i wielu innych ;)

Należę do społeczności

Durszlak.pl

Łódzkie bloguje

sobota, 28 czerwca 2014
Od 26 czerwca fani gotowania i jedzenia mogą czuć się jak w siódmym niebie. W ramach Festiwalu Dobrego Smaku w Łodzi 30 restauracji oraz 14 kawiarni proponuje swoje danie z tej okazji, trzymając się hasła przewodniego: Zapomniane - na nowo odkryte. Jest to nie lada gratka również z perspektywy cenowej - za potrawę w restauracji zapłacimy jedynie 10 zł, za deser 7 zł.
Poruszanie się między lokalami to żaden problem. Ze specjalną mapką pobraną z Internetu lub dostępną w każdej restauracji biorącej udział w akcji nie sposób się zgubić. Wczoraj, wraz z przyjaciółką - Kesją - oraz Marcinem, wyruszyliśmy na pierwszą turę restauracyjnych wycieczek. Z całej gamy 44 lokali, udało nam się dotrzeć do 12, chociaż nie we wszystkich udało nam się zjeść. Na pewno warto zatrzymać się w SerVantce, która jako jedna z nielicznych postawiła na zdecydowane smaki. Intensywnie będzie również w Irish Pubie. A jak reszta lokali? Oto, co możecie tam spotkać ;)


1. American Bull
6/10 pkt


Swojski kostek, czyli pieczony schab z kością w sosie myśliwskim, podawany z kaszą gryczaną i ogórkiem kiszonym
Kompozycyjnie całość prezentuje się nieźle, chociaż na tle konkurencji nie powala. Schab mięciutki, ale bez zdecydowanego smaku, co akurat tutaj nadrabia sos. Nie ma on jednak wiele wspólnego z sosem myśliwskim, a przypomina raczej słodki barbecue, co średnio pasuje do kaszy gryczanej. Duży minus za kupne ogórki kiszone, okrutnie przesolone i zwyczajnie niesmaczne. Dodatkowo kość schabu została rozkruszona i trudno było wydobywać jej kawałki z mięsa.
Obsługa bardzo miła. Pani była pierwszą osobą, która zaproponowała dodatkowe komplety sztućców.
Zastanawia mnie jednak bardzo, dlaczego American Bull nie zdecydował się na coś bardziej związanego z ich codziennym menu.

Okiem Kesji:
Dobre jedzenie, z miękkim mięsem, kaszą gryczaną (która o dziwo nawet mi smakowała) i rewelacyjnym sosem. Sos miał być teoretycznie myśliwski, ale smakował bardziej jak barbecue. Jeden minus: moje zęby znalazły się w poważnym zagrożeniu przez ukruszony kawałek kości ;)
7/10

2. Bierhalle
5/10 pkt

Ozory wołowe - reszta jest milczeniem, czyli ozory wołowe z czarną ziemią, pianką z buraków i chutney z czerwonej cebuli
Wizualnie ciekawie, chociaż buraczany "maz" dotarł na mój stolik w niekoniecznie planowanej formie. Samo mięso bardzo miękkie, aczkolwiek w smaku niezadowalające - ot, ugotowany ozór. Jego delikatny smak tłamsił niezwykle kwaśny, octowy burak. "Ziemia" na talerzu intrygująca, chutney świetny. Najciekawsza okazała się buraczana pianka - bita śmietana z esencją buraka, która najpierw wydaje się słodka, a potem dopiero wybucha właściwą gamą smaków. 
Obsługa poprawna.

Okiem Kesji: Języka nawet nie próbowałam ruszać. Ale to coś, co smakowało jak roztopione lody – pyszne! Ziemia też bardzo ciekawa w smaku i chyba najlepsza, w porównaniu do innych wersji  „ziemi” w innych lokalach.
Niestety oceny nie będzie, bo nie tknęłam głównej części potrawy.

3. Breadnia
0/10 pkt

Tutaj ekipa niestety się nie spisała. Kiedy dotarliśmy na miejsce okazało się, że dań festiwalowych już nie ma. Bywało, że nie mogliśmy gdzieś zjeść z powodu braku miejsca, ale brak jedzenia - tylko w Breadni.

4. Galicja
7/10 pkt

Konfitowane gęsie pipki na sposób galicyjski

Wizualnie mogłoby być lepiej - soczewica może pochwalić się całą feerią kolorów, więc wybór szarej do szarego mięsa był niezbyt trafiony. Niemniej soczewica bardzo smaczna.
Mnie najbardziej zaintrygowały zielone kropki na talerzu, były niezwykle odświeżające. Niestety kelnerka zapytana o skład dania, wydała się zdziwiona aż w końcu wydukała coś o pietruszce, więc niewiele się dowiedziałam. Było smacznie, chociaż nie wiem tak do końca, co jadłam.

Okiem Kesji:
Na pierwszy rzut oka jedzenie wyglądało tak, że za żadne skarby bym go nie ruszyła: brązowa papka na środku talerza i kilka kolorowych kropek dookoła. Ale okazało się, że połowa tej papki to przepyszna soczewica (mogłaby być pomarańczowa – ładniej by wyglądało). Drugą połową było mięso, które smakowało jak mięso (było smaczne, tak).
7/10 (za soczewicę)

5. Irish Pub
9/10 pkt

Kiszka ziemniaczana podana na marmoladzie z pomarańczy z sałatką ze świeżego szpinaku, kalarepy i chrzanu, skropioną syropem z pędów sosny
Prezentacja dania miała tutaj swój swojski urok, chociaż na tle innych lokali wyglądała nieco niechlujnie. Kiszka ziemniaczana bardzo smaczna, dla mnie doskonale komponująca się z pomarańczową marmoladą. Sałatka też warta uwagi, chociaż z nieproporcjonalnie dużą ilością chrzanu.
Obsługa okej, ale bez rewelacji. Jest to jednak do wybaczenia, bo w Irish Pubie panował spory tłok.

Okiem Kesji:
Lokal przywitał nas jedną z moich ulubionych piosenek Beatlesów – to był dobry znak. Czekania też było trochę, ale lokal przepełniony – można wybaczyć. Do jedzenia dostaliśmy kiszkę ziemniaczaną z sałatką. Szczerze mówiąc kiszka była tak pyszna, że niemal śni mi się po nocach i chętnie bym ją jeszcze raz zjadła. Sałatka też super.
9/10

6. La Strada
3/10 pkt

Cheek to cheek, czyli policzki wołowe z przyprawami korzennymi, sosem demi glace, liśćmi bananowca, podane z krokietem ziemniaczanym
La Strada była dla naszej trójki zdecydowanie najsłabszym punktem programu i to nie dlatego, że danie było niesmaczne. Gulasz był intrygujący, chociaż nie w moim guście. Krokiet smaczny, sos też ok.
Problemem była jednak obsługa. Bardzo długo czekaliśmy na zebranie zamówień. Gdy wreszcie się to stało, kolejne 30 minut spędziliśmy na oczekiwaniu na same napoje. Okazało się, że kelnerka o nas zapomniała. Próbowała zebrać zamówienie po raz drugi, sądząc, że wcześniej był u nas ktoś inny. Potem przypomniała sobie, że faktycznie jednak już tu była. Jestem wdzięczna, że nas za to przeprosiła, chociaż wyglądała przy tym na zirytowaną, niemniej zmarnowaliśmy całe mnóstwo czasu, które moglibyśmy poświęcić na dwa inne lokale.

Okiem Kesji:
Najlepsze miejsce do trenowania niewidzialności. Nam się chyba udało. Najpierw byliśmy ignorowani przez dłuuugie minuty, później kelnerka zapomniała, że składaliśmy jakiekolwiek zamówienie. Kiedy w końcu przyszło do nas danie (po 45 minutach), okazało się, że jest… dziwne. A tak ładnie wyglądało…
3/10

7. Marcello
2/10 pkt

Comber z królika, faszerowany pęczakiem, podany na plackach z tartej brukwi z sosem pesto z pokrzywy i carpaccio z kiszonego czerwonego buraka
Gdybym miała odradzić Wam którąś z restauracji z tegorocznego festiwalu, odradziłabym właśnie Marcello. Już sam sposób podania zniechęca swoją niedbałością. Plastry buraka miały różne grubości, dodatkowo część z nich była porwana. 
Placki z brukwi smakowały nam najbardziej, chociaż były raczej z miksowanej brukwi, a nie tartej. Chociaż, kto wie, czy w ogóle była to brukiew? Smak wskazywał jedynie na coś smażonego.
Absolutnie najgorszy był sam królik. Twardy, bez smaku z równie pozbawioną smaku kaszą w środku. Nie ratowało dania nawet pesto z pokrzywy - całkiem smaczne.
Danie w Marcello, jako jedyne zostało w większości na talerzu.

Okiem Kesji:
Twardy królik bez smaku, twarde kiszone buraki i placki z brukwi… Ładnie wyglądało, smakowało gorzej. Placki z brukwi trochę to wszystko ratują, bo były bardzo smaczne. A jeszcze jeden plus, za sos z pokrzywy.
4/10

8. Malinowa
9/10 pkt

Potrawka z kurczęcia polskiego z marchewką z groszkiem i dzikim ryżem
Kiedy weszliśmy do środka Malinowej przytłoczyło nas nieco samo miejsce. Nie byliśmy przygotowani na wchodzenie do strojnych wnętrz, w których obsługiwałby nas elegancko ubrany kelner. Kelner był jednak przemiły, uśmiechał się do nas konspiracyjnie, tak, że sztywna atmosfera zaczęła wydawać się mniej krępująca. 
Danie było bardzo smaczne i idealnie wpisywało się w tematykę festiwalu. Marchewka była może nieco z zbyt al dente, ale samo połączenie konsystencji idealne. Dla Kesji i Marcina puree było najlepszym, jakie w życiu jedli. Całość nie jest może szczególnie wyszukana, ale naprawdę smaczna i dobrze doprawiona.

Okiem Kesji:
Miałam złe przeczucia co do tej restauracji, bo Grand Hotel, bo bywał Tuwim i cała masa znanych ludzi… Myślałam, że utonęli we własnej wspaniałości, a tutaj zaskoczenie. Wystrój lokalu równie bogaty jak w Restauracji Polskiej, ale za to obsługa nie patrzyła krzywo na trampki i bluzy. Przyjęto nas niesamowicie miło, a jedzenie było świetne. Najlepsza marchewka z groszkiem, jaką jadłam w życiu! Ryż też rewelacyjny.
9/10 (bo jednak trochę pompa)

9. Restauracja Polska
0/10 pkt

Kolejna strojna restauracja. Tutaj jednak nie było już tak miło. Niesympatyczny kelner niesympatycznie zmierzył nas od dołu do góry i niesympatycznie zapytał, czy może w czymś pomóc. Po czym niesympatycznie powiedział, że bez rezerwacji nie ma stolika, a jego niesympatyczny głos niesympatycznie wskazywał na to, że nie mamy czego w Restauracji Polskiej szukać, nawet gdybyśmy mieli rezerwację. Na pewno tam nie wrócę.

Okiem Kesji:
A tutaj taka niespodzianka, że nie weszliśmy. I to nawet nie przez kolejkę, tylko przez bardzo „miłą” obsługę.

10. SerVantka
10/10 pkt 

Ziołowy schab na parze w asyście śliwkowej z blinem kurkowym i glazurowanym burakiem
Przywitała nas niezwykle sympatyczna obsługa, która cały czas interesowała się naszymi potrzebami, a także naszą opinią. W SerVantce spotkała nas też niespodzianka w formie karty z opisem dania festiwalowego oraz informacją, jak głosować, gdybyśmy zechcieli. 
Samo danie fantastyczne! Niezwykle smaczny blin, miękki schab, genialne połączenie konsystencji. Intensywne, idealnie skomponowane smaki. Zdecydowanie najlepsza potrawa dnia!

Okiem Kesji:
Po wcześniejszych przygodach spodziewałam się wszystkiego, a tutaj: taka miła obsługa, takie przyjemne wnętrze i przepyszne danie! Wreszcie coś miało smak! W dodatku mieli moje ulubione ukraińskie piwo, więc szczęścia było aż zanadto.
10/10

11. Mała litera
5/10 pkt

Tam, gdzie rosną żołędzie, czyli rolada żołędziowa podana z kawą zbożową
Wiele spodziewałam się po tym deserze. Tymczasem rolada okazała się raczej mdła w smaku, chociaż wilgotna i przyjemna. MS2 zaplusowało tym, że bardzo miła pani wytłumaczyła dokładnie, z czego składają się kolejne elementy dania.
Wadą w podaniu deseru były zdecydowanie sztućce. Sypka część dania - mielone orzechy - przesypywała się przez widelczyk. Problem rozwiązałaby łyżeczka, ale to tylko drobnostka.

Okiem Kesji:
Za ciastami nie przepadam, więc musiałabym zjeść coś naprawdę zachwycającego, żebym była zadowolona. A tu… Roladka taka sobie. Zupełnie nie utkwiła mi w pamięci.
3/10

12. Niebostan
7/10 pkt

Czekając na W-Z, czyli wegańska/roślinna wariacja na temat Wuzetki. Podana z kawą mrożoną z niespodzianką. Zdjęcie pochodzi ze strony festiwalu, ponieważ było po za ciemno, kiedy dotarliśmy do Niebostanu ;)
Zazwyczaj nie smakuje mi nic, co wegańskie. Deser z Niebostanu okazał się wyjątkiem. Niezbyt słodki, dzięki czemu nie ciężki, ale jednocześnie z wyraźnymi smakami każdej warstwy. Kawa nieco mdła, ale całość przyjemna.

Okiem Kesji:
Fajnie podana Wuzetka – w słoiczku. Była bardzo słodka, i chyba z Nesquikiem. Wszystkie warstwy dobrze się uzupełniały.
8/10

8 komentarzy:

  1. Bardzo podobają mi się te recenzje, myślę, że mogą być przydatne na przyszłość. Czekam za kolejnymi.

    OdpowiedzUsuń
  2. To jutro wyruszam do SerVantki i Malinowej (wiedziałam, że ta druga nie może zawieść!) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Żałuj, że nie dotarłaś do Zborzowej, bardzo oryginalne danie, zero kolejki, cisza i spokój

    OdpowiedzUsuń
  4. Próbowałam w Zbożowej, ale właśnie była kolejka, na zewnątrz lokalu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A do Ato Sushi nie dotarłyście?

    OdpowiedzUsuń
  6. Też zrezygnowałyśmy ze względu na ogromną kolejkę. Zwyczajnie nie starczyło nam czasu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Rzeczywiście, Niebostan na tle wielu innych kawiarni okazał się Niebem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Srevantka zdecydowanie przypadla mi do gustu,potwierdzam wszystko co jest powyżej napisane,bylo pysznie.

    OdpowiedzUsuń

Każdy Twój komentarz mnie uszczęśliwi! A może masz jakieś pytania? ;)

Posmakowało już:

Drukowanie

Print Friendly and PDF

Po kliknięciu na powyższy przycisk pojawi się centralna część bloga (przepisy). Za pomocą prostego mechanizmu "klikania na krzyżyki" można usunąć niepotrzebne w wydruku informacje :)

Akcja!

Lookam

Zbieram na jedzenie

Śledź